expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

2017-01-07

Patrzaj jako śnieg po górach się bieli - Jan Kochanowski



    Patrzaj, jako śnieg po górach się bieli,
    Wiatry z północy wstają,
    Jeziora się ścinają,
    Żorawie, czując zimę, precz lecieli.

    Nam nie lza, jedno patrzać też swej rzeczy:
    Niechaj drew do komina,
    Na stół przyniosą wina,
    Ostatek niechaj Bóg ma na swej pieczy.

    Przypadków dalszych żaden z nas nie zgadnie;
    I próżno myślić o tym,
    Co z nami będzie potym;
    W godzinie wszystko Bóg wywróci snadnie.

    Krótki wiek długiej nadzieje nie lubi.
    Niechaj nie schodzi cało,
    Coć sie do rąk dostało;
    Za to, co ma być, żaden ci nie ślubi.

    Jeleniom nowe rogi wyrastają;
    Nam, gdy raz młodość minie,
    Już na wiek wiekom ginie,
    A zawżdy gorsze lata przypadają.


2017-01-06

Nowy Rok - Ignacy Krasicki

     

   
       Nowego roku czas każe winszować,
       Więc się zdobywam na powinszowanie;
       Daj Panie Boże, w tym się tak zachować,
       Iżby się nasze spełniło żądanie.
       I spełni pewnie, kiedy w każdym kroku
       O sobie będziem myśleć, nie o roku.

       Bo cóż rok? Bożym czas zmierzony darem,
       Miejsce i pora naszego działania:
       Nie dni, lecz czynów dzielmy go wymiarem,
       A czynów plennych prawego starania;
       Wówczas, jak wieniec kłosami uwity,
       Da plon szacowny, da plon znakomity.

       Przeszły tysiączne, przejdą i następne.
       Szala je wieczna, jak zmierzy, tak ziści:
       Z nas plenne, z nas czcze, prawe, lub występne,
       Skutek użycia, czucia i korzyści:
       Odmiana, trwałość, nieczynność, ochota,
       Da poznać w czem jest występek, lub cnota.

       Lecz sprawcą, który rzeczy mierzy trwałe,
       Spuszcza wzrok względny na tych, co sprawieni:
       Nie jest człowieka, co jest doskonałe,
       Sobą nikczemni, sprawcą orzeźwieni,
       Czekajmy losu, Najwyższa istoto!
       Karzesz z odrazą, nagradzasz z ochotą.



2017-01-05

Pieśń zimowa (I,9) "Vides ut alta..." - Horacy




     Spójrz na szczyt Sorakte w białej szacie,
     las konary pod śniegiem ugina,
     rzeki ostrym mrozem ścięte
     stanęły, idzie zima.


     Ziąb dotkliwy, drew dorzuć do ognia
     i, Taliarchu amforę wydobądź
     czteroletniego Sabina.
     Resztę pozostaw bogom,

     którzy srogie wiatry, kiedy zechcą,
     poskramiają na morzu wzburzonym,
     że czarne cyprysy nie drgną
     ani stare jesiony.

     Nie czas pytać o jutro niepewne,
     więc cokolwiek los niesie łaskawy,
     przyjmij ze szczerą ochotą
     i nie stroń od zabawy,

     póki lata zielone nie znają
     siwizny. Marsowe Pole, place
     nawiedzaj, a w porze zmierzchu
     nie zapomnij o schadzce.

     Śmiech zdradny w ciemnym zakątku płoche
     ujawni dziewczę, zastaw pod szczęście
     z ramienia weź lub z paluszka
     mało spornego pierścień.


     przekład Stefan Gołębiowski


2017-01-04

Zenek blues - Andrzej Rosiewicz




      Uh uh, uh uh...

      Ktoś w górze tam chyba rozpruł pierzynę
      i lewą nogą dziś wstał,
      jaką by inną tu znaleźć przyczynę
      i co wyczytać z niebieskich ciał?
      Można zadzwonić by do Kopernika,
      linię gorącą z nim mam;
      on, co problemy niebieskie przenika,
      odpowiedź pewną by dał.

      Noc, całą noc dzisiaj zdrowo padało,
      pierwszy zimowy spadł śnieg
      i zasypało mnie wszystko na biało,
      spadł, zdrajca, nocą i cicho legł.
      Kiedy nad ranem tak smacznie się spało,
      spaść musiał ten biały drań...
      Spałem za krótko, bo żonka cichutko
      szepnęła: "Wstań, Zenek, wstań!"

      "Rusz się, Zenek, śnieg na dworze,
      mówię: wstań, bo będzie gorzej!
      Zenek, wstań, bo ci przyłożę!
      Wstań, Zenek, wstań!
      Nie czas, Zenek, na kochanie,
      kiedy czas na odśnieżanie,
      śnieg na dworze, śnieg już w bramie.
      Wstań, Zenek, wstań"!

      Siuh siuh siuh... - uh uh...
      Siuh siuh... - Zenek blues!
      Siuh - uh - siuh - uh uh...
      Siuh siuh...

      Ktoś tam w cieplutkim dosypia łóżeczku,
      leżąc wygodnie na wznak.
      Żona mu szepcze: "Śpij jeszcze, koteczku,
      kołderkę skopałeś, ładnie to tak?
      Pieseczek zaraz ci zrobi śniadanko:
      kawkę z kożuszkiem i keks.
      Dzisiaj założysz już ciepłe ubranko,
      popatrz, jak ślicznie: spadł pierwszy śnieg!"

      A tu: "Rusz się, Zenek, śnieg na dworze.
      Mówię: wstań, bo będzie gorzej!
      Zenek, wstań, bo ci przyłożę!
      Wstań, Zenek, wstań!
      Nie czas, Zenek, na amory,
      puść mnie, Zenek! Coś ty, chory?
      Spać to mogą dyrektory.
      Wstań, Zenek, wstań"!

      Dzisiaj nad ranem coś żonce się stało,
      jakaś choroba, czy co?
      Wypiła za dużo czy zjadła za mało -
      odeszło żonce wszystko zło.
      "Zenuś - mnie rzekła - dziś będą pieszczoty,
      dziś poznasz, co miodu smak,
      nie pójdziesz, Zenuś, dziś do roboty.
      Co, dobrze mówię?" - Oj tak, Hela, tak!

      "Pamiętasz, Zenuś, jak było po ślubie?
      Wtedy to byłeś, och ty!
      Pamiętasz? Miałeś trochę w czubie
      i zaparliśmy snopkiem drzwi.
      Pamiętasz, Zenuś, co potem się działo...?
      Nie wrócą już tamte dni...
      Wołałeś: Hela, całuj, całuj!
      Wtedy to byłeś, och ty!"

      "Wolne soboty odrobisz z nawiązką,
      będziesz pracował co tchu...
      Pakuj się! Jedziem na ziemię śląską!"
      I żonka przywiozła mnie tu.
      I jeszcze mi w uszach żoneczki głos brzmi:
      "To be - Zenek - or not to be".

      "Zenek, czeka cię Opole,
      pakuj miotłę, mój sokole,
      Zenek, zostań się idolem,
      daj z siebie, daj!"
      Hela, nie wiem, czy wydolę!
      "Trzym się, Zenek, spisz się cudnie,
      w Montrealu będzie trudniej!
      Graj, Zenuś, graj!"

      Hela, ja inne mam ciche marzenie:
      żeby tak kiedyś zebrać na scenie,
      na przykład gdzieś w Sobotach Dolnych,
      cieciów z miotłami, zdrowych, zdolnych...
      Eliminacje wpierw krajowe,
      przyjadą młode chłopy, zdrowe,
      potem przez PAGART z całej Europy
      przyjadą młode, zdrowe chłopy!

      I tam na scenie, zamiast śpiewania,
      zrobić festiwal zamiatania,
      bo kiedy miotły pójdą w ruch,
      to zapanuje inny duch!
      A ja wtedy wsiądę w złocistą kolaskę,
      pojadę, odśnieżę calutką Alaskę!
      Właściwie Alaskę odkupić się przyda,
      a potem to już tylko Antarktyda!

      I tu się kończy mój "Zenek Blues"...
      Parararararararara, o jus!



   
   

2017-01-03

Styczeń - Jerzy Ficowski




       Rok zawitał wreszcie
       stary sobie poszedł.
       Co tam rośnie w mrozach stycznia?
       Dzień rośnie po trosze!
       Wróbelkowi serce rośnie,
       że wiosny doczeka,
       chociaż jeszcze droga
       do niej mroźna i daleka.
       Rosną w styczniu zaspy śniegu,
       że wóz w nich ugrzęźnie
       a na szybach rosną
       srebrne liście i gałęzie.
       Więc na inne pory roku,
       nie patrzy zazdrośnie
       mroźny styczeń: bo w nim
       także mnóstwo rzeczy rośnie!


2017-01-02

Zima (Echa zimowe, część II) - Antoni Lange



       Niby potoki łez zamarzniętych,
       Po niebie lila jasno-bladem,
       Na srebrnych żaglach rozwiniętych,
       Maleńkie chmurki płyną stadem.

       Lodowym blaskiem gwiazd promienie
       Skrzą się nad pola śnieżno-białe
       I rozlewają w krąg milczenie
       Melancholijne, oniemiałe.

       I jakiś pokój dziwnie błogi
       Ogarnął śnieżne mgły srebrzyste;
       Na senne chaty, pola, drogi
       Milczenie padło uroczyste.

       I zamilkł wiatr, ucichły szumy
       Korony topól szkieletowej;
       Marzenia pełne i zadumy
       W błękity patrzą nieme sowy.

       I tylko z dala niespokojne
       Słychać huczenie, śmig wiatraka;
       I duch ze sobą toczy wojnę
       I w nim, śród ciszy, wrzawa taka.


2016-12-31

Na Nowy Rok - Adam Asnyk



     Słyszycie! Północ już bije,
     Rok stary w mgły się rozwiewa,
     Jak sen przepada...

     Krzyczmy: Rok nowy niech żyje!
     I rwijmy z przyszłości drzewa
     Owoc, co wiecznie dojrzewa,
     A nie opada.

     Rok stary jak ziarnko piasku
     Stoczył się w czasu przestrzenie;
     Czyż go żałować?

     Niech ginie! bez łzy, oklasku,
     Jak ten gladiator w arenie,
     Co upadł niepostrzeżenie -
     Czas go pochować.

     Bywały lata, ach! krwawsze,
     Z rozpaczy jękiem lecące
     W przeszłości mrok;

     A echo powraca zawsze,
     Przynosząc skargi palące...
     Precz z smutkiem! Życzeń tysiące
     Na Nowy Rok!

     Spod gruzów rozbitych złudzeń
     Wynieśmy arkę rodzinną
     Na stały ląd!

     Duchowych żądni przebudzeń,
     Potęgą stańmy się czynną,
     Bacząc, by w stronę nas inną
     Nie uniósł prąd.

     Rozumu, niezgiętej woli,
     Prawdziwej duchowej siły
     I serc czystości!

     A Bóg nam stanąć pozwoli,
     I z naszej skromnej mogiły
     Dzieci się będą uczyły,
     Jak żyć w przyszłości.

     W olbrzymim pokoleń trudzie
     Bądźmy ogniwem łańcucha,
     Co się poświęca,

     Nie marzmy o łatwym cudzie!
     Najwyższy heroizm ducha
     Jest walką, co nie wybucha,
     Pracą bez wieńca.

     Uderzmy w kielichy z winem
     I bratnie podajmy dłonie,
     Wszakże już czas!

     Choć różni twarzą lub czynem,
     Niech nas duch jeden owionie,
     Niech zadrży miłością w łonie
     I złączy nas!

     Bo miłość ta, która płynie
     Z poznania ziemskiego mętu,
     Jest światłem dusz!

     Choć Bogu wznosi świątynie,
     Potrafi zstąpić bez wstrętu
     I wyrwać słabych z odmętu
     W pośrodku burz.

     Niech żyją pierwsi w narodzie,
     Jeżeli zawsze są pierwsi
     I w poświęceniu!

     Gdy z czasu potrzebą w zgodzie,
     W szlachetnym czynie najszczersi,
     Swą dumę umieszczą w piersi,
     A nie w imieniu!

     I ci, co żadnej spuścizny
     Na grobie matki nie wzięli
     Prócz łez - niech żyją!

     Jeżeli miłość ojczyzny
     Jako synowie pojęli
     I na wyłomie stanęli,
     Gdzie gromy biją.

     Spełnijmy puchary do dna
     I życzmy sobie nawzajem
     Szczęśliwych lat!

     Niech myśl powstanie swobodna
     I światło błyśnie nad krajem!
     Bogu w opiekę oddajem
     Przyszłości kwiat.

     Tych naszych braci, co cierpią,
     Miłością naszą podnieśmy
     Męczeński ród.

     Niech od nas pociechę czerpią,
     Nadzieję w ich sercach wskrześmy,
     Wołając: jeszcze jesteśmy -
     Niech żyje lud!


2016-12-30

Bajka wigilijna - Bruno Jasieński

*

     Któż z nas nie zna przysłowia słusznego od dziś-li:
     "Głodnemu chleb na myśli".
     Z tego oto przysłowia, jak pisklę z jajka,
     Na dzisiaj - bajka.


     Do wieczerzy wigilijnej za ubranym stołem
     Zasiedli w tym roku społem,
     Jak wilki rozmieszczone wśród potulnych owiec,
     Tworząc razem przypadkiem dziwny konglomerat,
     Redaktor, kupiec, literat,
     Urzędnik i przemysłowiec.
     I skoro błysła gwiazda, jak niegdyś dziad z dziadkiem,
     Jęli zgodnie z tradycją łamać się opłatkiem
     Niepomni osobistych uraz i pretensji,
     Życząc sobie nawzajem, zależnie od osób,
     Na różny sposób:
     Ten temu trzynastej pensji,
     Temu zwyżki dolara, temu znowu spadku,
     Temu 300000 nowych prenumerat...
     Życzliwi wszyscy wszystkim. Został na ostatku
     Literat.
     - Czegóż mamy ci życzyć? - rzecze przemysłowiec -
     Odpowiedz.
     Jak daleko dosięga twych ambicji grobla?
     Chcesz może nagrody Nobla?
     Czy może myśli grą dumną,
     Wierząc, że w końcu zniknie dokuczliwy zgrzyt os,
     Marzysz, aby przemawiał nad twą trumną
     Sam Witos? -
     "Bynajmniej" - rzekł literat - "Cel mych skromnych życzeń
     Sięga najdalej na styczeń"
     I skoro mnie ucieszyć chcecie - ty i tamci,
     Dobrą radę na to dam ci:
     Miast życzeń platonicznych składać mi namiastkę
     Z słów, które kiedyś ujrzę na pośmiertnej wstążce,
     Kupcie jeden drugiemu na gwiazdkę
     Po książce". 



2016-12-29

Na Wigilię - o. Franciszek Czarnowski



     Czekając, kiedy wzejdzie wigilijna gwiazda
     Do wpół zmarzniętej szyby przywarł chłopiec mały.
     Patrzył - zimowe ptaki wracały do gniazda,
     Jakby tego wieczoru też świętować chciały.
     Niegdyś gwiazda z Betlejem mędrców prowadziła,
     Dziś znak daje, by zasiąść do świętej wieczerzy,
     By biel opłatka ludzkie waśnie pogodziła,
     A w sercu znów zamieszkał Ten, co "w żłobie leży".
     Chwila jedna! Przy tobie nikną odległości,
     Co szare - zmienia się w odświętne, tajemnicze.
     Daj nam więcej dni takich, spragnionych miłości,
     Niech świat przy żłóbku Twoim odmienia oblicze.



2016-12-28

Psalm Wigilii - Cyprian Kamil Norwid



     O, dzięki Tobie, Ojcze ludów - Boże,
     Że ziemię wolną dałeś nam i nagą,
     Ani oprawną w nieprzebyte morze,
     Ni przeciążoną gór dzikich powagą,
     Lecz jako piersi otworzoną Boże...

     Więc na arenie tej się nie ostoi
     Przeciwnik żaden, jeno mąż bezpieczny -
     I ten, co za się nierad szuka zbroi,
     Ale zupełny, wcale obosieczny,
     Który jak gwiazda w niebie czystym stoi.

     I za to jeszcze dzięki Ci, o Panie,
     Że człek się ówdzie laurem nie upoi
     Ani go wiatrów ciepławych głaskanie
     Prze - atłasowi w nicość - i rozstroi
     Na drzew i kwiatów motyle kochanie.

     Strzeliście w niebo spojrzy on ku Tobie,
     Który przez stajnię wszedłeś do ludzkości,
     I w grobie zwiędłych ziół leżałeś - w żłobie,
     I w porze ziemskich próżnej zalotności,
     I kiedy cały świat się tarzał w grobie.

     Za prawo tedy do Polski obszaru
     Dziękujem Tobie, któryś niezmierzony,
     Wszech-istny - jednak z obłoków wiszaru
     Patrzący na świat w prawdzie rozdzielony
     Światło-cieniami czaru i roz-czaru.

     I który łaski zakreślisz promieniem
     Dzielnicę ludów w czas ludów - chaosu,
     Tak, jako morze obszedłeś pierścieniem
     I nie rzuciłeś gór na wagę losu,
     Lecz najpodlejszym bawisz się stworzeniem.

     Do Ciebie, Ojcze Ojczyzn, się podnosim
     W tym to ubóstwie naszym bardzo sławnym,
     I w tej nadziei, co po skrzydeł osiem
     Przybiera co dzień i w płaczu ustawnym,
     I w bólach, które tak mdło jeszcze znosim.

     O, dzięki Tobie za państwo - boleści,
     I za męczeńskich - koron rozmnożenie,
     I za wylaną czarę szlachetności
     Na lud, któremu imię jest - cierpienie -
     I za otwarcie bram... nieskończoności.




2016-12-27

Wigilia w lesie - Leopold Staff




     I drzewa mają swą wigilię...
     W najkrótszy dzień Bożego roku,
     Gdy błękitnieje śnieg o zmroku:
     W okiściach, jak olbrzymie lilie,
     Białe smereczki, sosny, jodły,
     Z zapartym tchem wsłuchane w ciszę,
     Snują zadumy jakieś mnisze
     Rozpamiętując święte modły.
     Las niemy jest jak tajemnica,
     Milczący jak oczekiwanie,
     Bo coś się dzieje, coś się stanie,
     Coś wyśni się, wyjawi lica.
     Chat izbom posłał las choinki,
     Któż jemu w darze dziw przyniesie
     Śnieg jeno spadł na drzewa w lesie,
     Dłoniom gałęzi w upominki.
     Las drży w napięciu i nadziei,
     Niekiedy srebrne sfruną puchy
     I polatują jak snu duchy...
     Wtem bić przestało serce kniei,
     Bo z pierwszą gwiazdą niebo rozłogów,
     A z gęstwiny, rozgarniając zieleń,
     Wynurza głowę pyszny jeleń
     Z świeczkami na rosochach rogów...


2016-12-26

Boże Narodzenie - Joseph Von Eichendorff




     Pusty rynek. Nad dachami
     Gwiazda. Świeci każdy dom.
     W zamyśleniu, uliczkami,
     Idę, tuląc świętość świąt.

     Wielobarwne w oknach błyski
     I zabawek kusi czar.
     Radość dzieci, śpiew kołyski,
     Trwa kruchego szczęścia dar.

     Więc opuszczam mury miasta,
     Idę polom białym rad.
     Zachwyt w drżeniu świętym wzrasta:
     Jak jest wielki cichy świat!

     Gwiazdy niby łyżwy krzeszą
     Śnieżne iskry, cudów blask.
     Kolęd dźwięki niech cię wskrzeszą -
     Czasie pełen Bożych łask!

     Joseph Von Eichendorff